Warszawskie życie (wpis chaotyczny)
19 maj 2009
Deszczowa sobota. Od rana niebo zasnute bałwanami ciemnoszarych chmur, więc tylko kwestią czasu było pojawienie się ulewy. Wsparty na balustradzie, oglądam niszczony tym potężnym żywiołem świat. Miasto, zwykle ruchliwe i hałaśliwe, teraz chowa uszy po sobie. Rzęsisty deszcz ogranicza widoczność. Ulice połyskują, a w gęstym powietrzu unosi się charakterystyczny zapach mokrej ziemi i liści. Świat umiera na moich oczach, by po godzinie, kiedy ulewa zmienia się w mrzawkę, doświadczyć reinkarnacji. Deszcz przynosi oczyszczenie. Dla brudnych ulic, dla ludzi.
W autobusie. Niezwykła moc ziemskiego arfefaktu – bukietu fiołków. Wstawiony mężczyzna, prosty w obyciu, lekko czerwony na twarzy zaznaczonej wałęsowskim wąsem, zagaja do skromnej zakonnicy, która nieśmiało po chwili zwraca mężczyźnie uwagę: “Piękne pan ma te fiołki”. – Ależ, proszę bardzo, niech siostra weźmie. – Wręcza zakłopotanej bukiecik. Po chwili wysiada z autobusu i chwiejnym krokiem zmierza Bóg wie dokąd. W tym samym momencie do pojazdu wjeżdża wózek, z którego przez kolorowe okulary patrzy na świat upośledzony chłopiec. Zerka z poważną miną na twarz ojca, mocno ściska matczyną dłoń. W pewnym momencie spojrzenie malca spotyka się ze wzrokiem zakonnicy. Kobieta wyciąga dłoń, w której tkwi bukiecik fiołków: – Masz kwiatuszki. – Chłopiec bez wyczucia chwyta prezent, niepewnie spogląda na tę dziwną rzecz, która pojawiła się w jego malutkim świecie. Nagle wyszczerza zęby w beztroskim uśmiechu.
Artefakty życia codziennego.
*
Metro, stacja Centrum. Codzienność ma tutaj postać wylewającego się ze szczelin miasta tłumu. Powietrze ciężkie i trudne do zniesienia, temperatura trudna do zdefiniowania, za zimno na krótki rękaw, za gorąco na długi. Zapowiada się na deszcz. Młodzi ludzie ze stosem ulotek wyciągają beznadziejnie ręce w stronę przechodniów. A nuż, ktoś weźmie. Tym razem, ulotkarzy więcej niż zazwyczaj. Zbliżają się wybory do europarlamentu, władza musi więc walczyć o poparcie motłochu. To jest właśnie demokracja: elity, które interesy prostych ludzi, prostych Warszawian mają za nic, pokornie proszą o wsparcie. Żyjemy w politycznej iluzji. Po tej krótkiej chwili euforii, kiedy władza zstępuje na parter, by zbliżyć się do śmierdzącego ludu, wszystko wróci do normy: naród znów przestanie być potrzebny. Na kolejne cztery lata przestanie istnieć.
*
Wieczorem, do poduszki: Cioran i życie wewnętrzne. Trudno nie zgodzić się, że w dzisiejszych czasach, kiedy kultura przestaje istnieć, ludzie przestają szukać. W pogoni za sukcesem, trudno o dogłębne zrozumienie naszego istnienia. Tymczasem, ten rumuński intelektualista, człowiek nędzy i rozpaczy, dochodzi do prawdy poprzez akceptację swojego upadku. Stwierdza rzecz oczywistą: dawniej, człowiek przeżywał życie, dziś nieustannie gubi się w alternatywach. Tymczasem, tylko uporządkowane życie czyni jednostkę niepowtarzalną.
Staram się zrozumieć człowieka, który zmienia swoją płeć. Z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu czuje się kobietą, mimo że z łona matki wyszedł mężczyzną. Prosi tytułować się per “pani”, choć nie tak dawno dla wszystkich był zwyczajnym Kowalskim. Patrzę na nią/niego, a w głowie rozbrzmiewają mi słowa mojego ulubionego Rumuna: Współczesny styl życia, w przeciwieństwie do dawniejszych, przesycony jest w swych najistotniejszych elementach duchem bezrobocia (…) Żródłem anarchii jest dezintegracja, czyli to właśnie, co określa życie bezrobotnego.

19 maj 2009 at 20:36
Drugi dobry wpis.
19 maj 2009 at 20:54
Drugi krótki komentarz
;)