Deszczowa sobota. Od rana niebo zasnute bałwanami ciemnoszarych chmur, więc tylko kwestią czasu było pojawienie się ulewy. Wsparty na balustradzie, oglądam niszczony tym potężnym żywiołem świat. Miasto, zwykle ruchliwe i hałaśliwe, teraz chowa uszy po sobie. Rzęsisty deszcz ogranicza widoczność. Ulice połyskują, a w gęstym powietrzu unosi się charakterystyczny zapach mokrej ziemi i liści. Świat umiera na moich oczach, by po godzinie, kiedy ulewa zmienia się w mrzawkę, doświadczyć reinkarnacji. Deszcz przynosi oczyszczenie. Dla brudnych ulic, dla ludzi.

W autobusie. Niezwykła moc ziemskiego arfefaktu – bukietu fiołków. Wstawiony mężczyzna, prosty w obyciu, lekko czerwony na twarzy zaznaczonej wałęsowskim wąsem, zagaja do skromnej zakonnicy, która nieśmiało po chwili zwraca mężczyźnie uwagę: “Piękne pan ma te fiołki”. – Ależ, proszę bardzo, niech siostra weźmie. – Wręcza zakłopotanej bukiecik. Po chwili wysiada z autobusu i chwiejnym krokiem zmierza Bóg wie dokąd. W tym samym momencie do pojazdu wjeżdża wózek, z którego przez kolorowe okulary patrzy na świat upośledzony chłopiec. Zerka z poważną miną na twarz ojca, mocno ściska matczyną dłoń. W pewnym momencie spojrzenie malca spotyka się ze wzrokiem zakonnicy. Kobieta wyciąga dłoń, w której tkwi bukiecik fiołków: – Masz kwiatuszki. – Chłopiec bez wyczucia chwyta prezent, niepewnie spogląda na tę dziwną rzecz, która pojawiła się w jego malutkim świecie. Nagle wyszczerza zęby w beztroskim uśmiechu.

Artefakty życia codziennego.

*

Metro, stacja Centrum. Codzienność ma tutaj postać wylewającego się ze szczelin miasta tłumu. Powietrze ciężkie i trudne do zniesienia, temperatura trudna do zdefiniowania, za zimno na krótki rękaw, za gorąco na długi. Zapowiada się na deszcz. Młodzi ludzie ze stosem ulotek wyciągają beznadziejnie ręce w stronę przechodniów. A nuż, ktoś weźmie. Tym razem, ulotkarzy więcej niż zazwyczaj. Zbliżają się wybory do europarlamentu, władza musi więc walczyć o poparcie motłochu. To jest właśnie demokracja: elity, które interesy prostych ludzi, prostych Warszawian mają za nic, pokornie proszą o wsparcie. Żyjemy w politycznej iluzji. Po tej krótkiej chwili euforii, kiedy władza zstępuje na parter, by zbliżyć się do śmierdzącego ludu, wszystko wróci do normy: naród znów przestanie być potrzebny. Na kolejne cztery lata przestanie istnieć.

*

Wieczorem, do poduszki: Cioran i życie wewnętrzne. Trudno nie zgodzić się, że w dzisiejszych czasach, kiedy kultura przestaje istnieć, ludzie przestają szukać. W pogoni za sukcesem, trudno o dogłębne zrozumienie naszego istnienia. Tymczasem, ten rumuński intelektualista, człowiek nędzy i rozpaczy, dochodzi do prawdy poprzez akceptację swojego upadku. Stwierdza rzecz oczywistą: dawniej, człowiek przeżywał życie, dziś nieustannie gubi się w alternatywach. Tymczasem, tylko uporządkowane życie czyni jednostkę niepowtarzalną.

Staram się zrozumieć człowieka, który zmienia swoją płeć. Z jakiegoś niezrozumiałego dla mnie powodu czuje się kobietą, mimo że z łona matki wyszedł mężczyzną. Prosi tytułować się per “pani”, choć nie tak dawno dla wszystkich był zwyczajnym Kowalskim. Patrzę na nią/niego, a w głowie rozbrzmiewają mi słowa mojego ulubionego Rumuna: Współczesny styl życia, w przeciwieństwie do dawniejszych, przesycony jest w swych najistotniejszych elementach duchem bezrobocia (…)  Żródłem anarchii jest dezintegracja, czyli to właśnie, co określa życie bezrobotnego.

2 Responses to “Warszawskie życie (wpis chaotyczny)”


  1. Drugi krótki komentarz
    ;)


Leave a Reply