Nil
22 maj 2009
Nil jest filmem przełomowym o tyle, że przez ostatnie dwadzieścia lat niewiele poświęcano w mediach uwagi żołnierzom wyklętym. Po premierze dzieła Bugajskiego temat podchwyciły redakcje pism, a polska publiczna stacja telewizyjna wyprodukowała nawet film dokumentalny o “leśnych partyzantach”. Wcześniej, po roku 1989, temat praktycznie nie istniał w opinii publicznej. Przez prawie pół wieku istnienia komunistycznej publicystyki “naukowej” zupełnie pomijano działalność enkawudzistów lub fałszowano historię (np. przypisany Niemcom Katyń). Najwięcej czasu poświęcano zbrodniarzom hitlerowskim i komorom gazowym w Auschwitz. (filmy Kanał, Hubal, wszelakie dokumentacje obozów koncentracyjnych itd.)
Jednak transformacja ustrojowa pozwoliła odkurzyć karty historii. Wielu zamordowanych przez sługusów Stalina “bandytów” i “faszystów” zostało zrehabilitowanych, na pomniki przywrócono działaczy polskiego podziemia zbrojnego, walczących przeciwko wschodniemu okupantowi. Nie tak dawno ujrzał światło dzienne dobry “Katyń”, w którym kwestia kształtowania się nowej, sowieckiej, władzy w Polsce została dość obszernie poruszona. W odróżnieniu jednak od filmu Wajdy, “Nil” głębiej nurkuje w powojenną rzeczywistość. Unaocznia dylematy, które nie zostały przedstawione znacząco w pierwszym filmie: jak żołnierz winien reagować w obliczu sowietyzacji? Utrzymana została w obrazie komunistyczna propaganda, surowy klimat wojenny, dwulicowość pezetpeerowskich działaczy oraz bezwzględność enkawudzistów i ubecji. “Nil” nie jest tak brutalny jak “Katyń” (zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę ostatnią scenę dzieła Wajdy), ustępuje również pod względem wydźwięku emocjonalnego, ale rysuje niewidoczną u Wajdy postawę żołnierza nieugiętego wobec dziecka pekawuenu. To tylko tyle i aż tyle – w czasach obecnych często zapomina się, że bolszewizm był w rezultacie dla nas bardziej katastrofalny niż niemiecki socjalizm. Uważny widz dostrzeże “niuanse” historyczne, na które Bugajski położył też akcent: duża rola Żydów w procesie kształtowania się nowej władzy, antysemickie wycieczki jako pozostałość po prawicy nacjonalistycznej z dwudziestolecia międzywojennego, oczekiwanie na trzecią wojnę światową – i tak dalej.
“Nil” został przez niektórych okrzyknięty najbardziej znaczącym filmem historycznym ostatnich dwudziestu lat wolności. Daleko mi do takiej opinii. Byłbym uszczęśliwiony, gdyby za jednym zamachem przedstawiono całe reakcyjne podziemie, wliczając w to dość problematycznych w ocenie eneszetowców i bechów. W przypadku “Nila”, po raz kolejny gloryfikowany jest kedyw, przy czym, kiedy minęło ponad sześćdziesiąt lat od zakończenia wojny, obraz powojennej rzeczywistości winien mieć Polak szerszy. Tylko wtedy będzie można zrozumieć w pełni, jak dramatycznym i odważnym przeżyciem była walka z nowym okupantem.

22 maj 2009 at 22:30
W niedzielę idę do kina na ten film. Ciekawe, co ja będę miała do powiedzenia.