4 czerwca
5 czerwiec 2009
Na szczęście to wydumane święto za nami. Niosący się echem głos Solidarności: „obaliliśmy komunizm!” – już cichnie, i dobrze, ponieważ medialne bombardowanie było już nie do zniesienia. Zabawny był Gdańsk i czerwone domino, strącone boską dłonią Wałęsy; zabawny był Kraków – i świętowanie elit europejskich, jak gdyby umieranie komunizmu było ofiarą poniesioną przez Polaków dla demokracji. My, Polacy, mamy chorą tendencję do budowania pomników i zapisywania sobie zasług, nawet wobec przemian politycznych, na które nasz wpływ był znikomy. Ziemkiewicz, we wczorajszym wywiadzie dla TVP Info powiedział, że nie widzi podstaw, by w tak optymistyczny sposób celebrować 4 czerwca 1989, a już na pewno nie powinniśmy porównywać 4 czerwca do 11 listopada 1918. Ja bym poszedł w ocenie jeszcze dalej: droga do „niepodległości” była w obu przypadkach uzależniona mocno od czynników zewnętrznych – w przypadku rodzącej się II RP od wyniku Pierwszej Wojny światowej i rewolucji październikowej, a w przypadku przemian ustrojowych wschodniej Europy od wykorzystania potencjału polityczno-gospodarczego socjalizmu, wyścigu zbrojeń Stanów Zjednoczonych i ZSRR oraz przemian światopoglądowych po Drugiej Wojnie Światowej.
Prawicowi publicyści mówią: to naród stanął na wysokości zadania i pokazał wolę walki o niepodległość. Stan wojenny, który lewacy tak ochoczo bronią i przywołują w dyskusji słynne zagrożenie wejścia na ziemie polskie wojsk radzieckich, wyczerpał w zupełności potencjał polityczny „S”. Taki był zresztą jego cel, jak widać – skutecznie zrealizowany. Swołocz sowiecka już na początku lat osiemdziesiątych wiedziała, że możliwości socjalizmu zostały wykorzystane, że jego przestarzały model wymaga reform (Gorbaczow). Jak się okazało, stracili jedni i drudzy: pierestrojka i głastnost obcięły socjalistom ręce, a stan wojenny uniemożliwił zdobycie władzy w Polsce drogą rewolucji. Komunistyczna władza nie posiadała już “mandatu”, który uprawniał ją do kształtowania porządku politycznego. W przeciwnym razie, “Solidarność” zostałaby precyzyjnie zgaszona, tak jak zgaszone były grupy niepodległościowe AK czy węgierscy powstańcy.
Popularna teza głosząca, iż to „Solidarność” obaliła komunizm (nie wspominając o obalaniu komunizmu przez Lecha Wałęsę) to – najdelikatniej mówiąc – głęboka nieścisłość. Ani „S” nie była bowiem u początków swojego istnienia ruchem niepodległościowym (strajki na początku lat siedemdziesiątych na wybrzeżu), ani też celem stoczniowców nie była przemiana ustrojowa. Strajki o charakterze gospodarczym zostały jednak wykorzystane przez elity intelektualne. Te same elity, które w marcu, sześćdziesiątego ósmego roku, domagały się realizowania liberalnych przemian zapowiedzianych po odwilży październikowej. I dopiero w drugiej połowie lat osiemdziesiątych, zwrot w myśli socjalistycznej ku przemianom politycznym i gospodarczym sprawił, że PZPR okazała się bezsilna wobec woli narodu polskiego. Wypowiedzi Jaruzelskiego, który powiada dziś, że stan wojenny był przygotowaniem Polski na nową drogę, drogę demokracji, utwierdzają tylko w przekonaniu, że historia nie potoczyła się tak, jak pragnęli tego działacze PZPR. Nie przekształcono państwa w nowoczesną republikę ludową, system umierał, jak umierali polscy robotnicy na rękach ZOMO. Był to strzał władzy państwowej we własną stopę.
I co dalej? III RP nie posiadała i nie posiada elit politycznie i intelektualnie tak silnych jak II RP. Niepodległe państwo polskie po 1918 roku charakteryzowało się doświadczoną kadrą dowódczą sił zbrojnych, oficerami wyszkolonymi w armii pruskiej i austriackiej. Czołowi politycy wynieśli wiele dobrego z działalności partyjnej w rosyjskiej Dumie oraz Galicji. 4 czerwca dał nam niewykształconych opozycjonistów i nie pozwolił rozprawić się z zżerającą naród postkomuną.
Urban, choć cuchnący z niego, rubaszny komunista, bezwstydnik do granic możliwości, ma słuszność, kiedy mówi: „Do Okrągłego Stołu siadały dwie słabe strony. Solidarność była słaba i my też byliśmy słabi. Mieliśmy poczucie klęski (…) Myśleliśmy, że zmiana powinna być ewolucyjna – bez wisielców na drzewach i latarniach.”. Obie strony przegrały. Komuniści władzę, a naród szansę na wieszanie.
